W lesie pod Ogrodzieńcem, kilkaset metrów od drogi łączącej Pilicę z Dąbrową Górniczą, między sosnami wyrastają ceglane mury dawnej fabryki prochu. To miejsce, które łączy industrialną historię z klimatem wyprawy odkrywców – trzeba trochę poszukać między drzewami, żeby natrafić na kolejne fragmenty rozległego kompleksu. Dla miłośników nietypowych spacerów i historii techniki to pozycja obowiązkowa podczas wizyty na Jurze.
Większość turystów przyjeżdża do Ogrodzieńca dla zamku w Podzamczu. Niewielu wie, że kilka kilometrów dalej czeka na nich zupełnie inna historia.
- unikalne ruiny w leśnym otoczeniu
- fascynująca historia przemysłu
- idealne miejsce na nietypowy spacer
- możliwość odkrywania z mapą w ręku
- brak tłumów turystów
Fabryka prochu na carskie zlecenie
Fabryka Prochu „Zawiercie” powstała w 1891 roku z inicjatywy Rosyjskiego Towarzystwa Wyrobu i Sprzedaży Prochu z Petersburga. Choć wydaje się to początkiem historii, to w tym samym miejscu już wcześniej działała starsza prochownia – produkcja prochu w okolicy sięga podobno czasów średniowiecznych. Rosyjscy inwestorzy postawili jednak na nowoczesność i skalę.
Kompleks był imponujący. Ponad 20 solidnych budynków fabrycznych rozstawionych na dużym obszarze, pooddzielanych wysokimi wałami ziemnymi – to podstawowe zabezpieczenie w miejscu, gdzie produkuje się materiały wybuchowe. Dociągnięto rurociąg z Krępy, założono stawy dla potrzeb produkcji, zatrudniono około 70 robotników. Kadra zarządzająca przyjeżdżała z Niemiec i Rosji. Proch strzelecki wytwarzany w Ogrodzieńcu trafiał do kopalń węgla kamiennego w Dąbrowie Górniczej i Sosnowcu – przewożono go zaprzęgami konnymi.
Fabryka działała sprawnie przez ponad dwie dekady. Wszystko zmieniła I wojna światowa.
W czasie walk austriacko-rosyjskich w 1914 roku stacjonujące niedaleko Ogrodzieńca wojska austriackie wkroczyły na teren fabryki i wysadziły jej najwyższy komin. Później, podczas odwrotu, rosyjskie wojska wysadziły w powietrze pozostałe budynki.
Po zakończeniu wojny próbowano jeszcze przywrócić zakład do życia – nadzór sprawował T. Kattenbach. Ale ciągłe kradzieże na terenie fabryki wymuszały liczne wyjazdy na rozprawy sądowe. Podczas jednego z takich wyjazdów Kattenbach przeziębił się, zachorował i zmarł w 1923 roku. To był praktycznie koniec funkcjonowania zakładu.
Po 1935 roku główny rurociąg doprowadzający wodę został całkowicie rozebrany, stawy wyschły. Teren popadał w ruinę. W latach 60. XX wieku na obszarze dawnej fabryki posadzono las sosnowy, który dziś ukrywa pozostałości po industrialnej przeszłości.
Co zostało z fabryki – wędrówka między ruinami
Dziś w lesie ogrodzienieckim można odnaleźć fragmenty ceglanych murów, głębokie piwnice, zarys wałów ziemnych i fundamenty budynków. Rozmiary ruin świadczą o tym, jak rozległy był cały kompleks. To nie jest uporządkowany skansen – raczej leśna eksploracja z mapą w ręku.
Najbardziej charakterystyczne to potężne fragmenty murów, które wyglądają jak pozostałości wież wartowniczych – to dawne magazyny. Widać zarys stawów, które kiedyś były wypełnione wodą. Leżą tu zawalone piece u podnóża pagórków, słupy odgradzające niegdyś poszczególne działy fabryki. Wały ziemne, które miały chronić przed wybuchem, wciąż są czytelne w terenie.
Spacer po terenie dawnej prochowni to trochę jak poszukiwanie skarbów. Między sosnami, maślakami i borówką brusznicą wyrastają ceglane konstrukcje. Jedna ruina, potem kolejna, a między nimi dziesiątki metrów lasu. Trzeba chodzić, rozglądać się, czasem zawrócić.
Na terenie ruin znajdują się niezabezpieczone studnie – czasami pojawiają się taśmy ostrzegawcze, ale często powiewają na wietrze tylko ich strzępy. Warto zachować ostrożność, szczególnie gdy uwaga skupia się na oglądaniu murów.
Szlak Militarny Prochowni – jak zwiedzać
Przez teren dawnej fabryki prowadzi czarny szlak z Krępy do Józefowa. Wytyczono też krótki Szlak Militarny Prochowni, oznaczony kółkiem z czarną kropką pośrodku. Problem w tym, że oznaczenie nie jest zbyt wyraźne, a tablica informacyjna stoi dopiero w środku lasu. Znalezienie pierwszych budowli może wymagać chwili szukania.
Najlepiej podejść do tego jak do małej przygody. Warto mieć ze sobą telefon z GPS lub pobrać wcześniej mapę terenu. Ruiny znajdują się nieopodal drogi numer 790 z Pilicy do Dąbrowy Górniczej – to dobry punkt orientacyjny.
Ile czasu przeznaczyć? Spokojny spacer z oglądaniem kolejnych fragmentów fabryki to około godziny, może półtorej. Jeśli ktoś lubi eksplorować dokładnie każdy zakamarek – śmiało można zostać dłużej.
Dla kogo to miejsce
Ruiny prochowni to propozycja dla osób, które lubią nietypowe miejsca z historią. Nie ma tu przewodników, tablic informacyjnych przy każdej ruinie, punktu informacji turystycznej. Jest las, są ceglane mury i trzeba samemu poskładać sobie obraz tego, co tu kiedyś stało.
Rodziny z małymi dziećmi powinny być ostrożne ze względu na niezabezpieczone studnie i nierówny teren. Starsze dzieci, które lubią wyprawy „na przygodę”, będą zachwycone. To miejsce dla miłośników urbexu, fotografów szukających ciekawych kadrów, pasjonatów historii przemysłu.
Warto połączyć wizytę w ruinach z innymi atrakcjami okolicy. Zamek w Ogrodzieńcu jest w zasięgu kilku kilometrów. Jura Krakowsko-Częstochowska oferuje mnóstwo szlaków pieszych i rowerowych – ruiny prochowni mogą być jednym z punktów dłuższej trasy.
Informacje praktyczne – dojazd, ceny, godziny
Dojazd: Ruiny znajdują się w lesie na zachód od Ogrodzieńca, nieopodal drogi wojewódzkiej nr 790 łączącej Pilicę z Dąbrową Górniczą. Najłatwiej dojechać samochodem – można zaparkować przy drodze i ruszyć czarnym szlakiem lub szukać wejścia na Szlak Militarny Prochowni. Brak wyraźnego parkingu, ale da się znaleźć miejsce przy poboczu.
Ceny: Wstęp wolny. Teren jest ogólnodostępny.
Godziny otwarcia: Dostępne przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. To teren leśny bez ogrodzeń i bram. Nie zaleca się zwiedzania po zmierzchu ze względów bezpieczeństwa – niezabezpieczone studnie i nierówny teren mogą być niebezpieczne w ciemności.
Ile czasu zarezerwować: Od godziny do dwóch godzin na spokojny spacer z eksploracją terenu.
Co zabrać ze sobą: Wygodne buty do chodzenia po lesie, telefon z GPS lub mapę offline, wodę. Latem – repelent na komary. Jesienią i wiosną – ubranie na zmianę pogody.
Dostępność: Teren leśny, nierówny, z licznymi przeszkodami. Nie jest przystosowany dla osób poruszających się na wózkach.
